Kilometry dziecięcych marzeń

Pamiętam jak dziś, kiedy będąc małą dziewczynką siedziałam na krawężniku i patrzyłam jak dzieci wsiadają do autokaru. Nasza szkoła zorganizowała zielone lekcje nad morzem. To było moje marzenie, które właśnie odjeżdżało mi sprzed nosa. Wyjechali niemal wszyscy moi koledzy i koleżanki. Na 3 niezwykłe tygodnie, tak daleko od rodziców, w nieznane.

Pamiętam to uczucie, kiedy coś tak normalnego i osiągalnego dla innych było poza moim zasięgiem. Czuję to jeszcze dziś, kiedy o tym myślę – tę mieszankę żalu, złości i straty. I niezrozumienia czemu akurat ja zostałam na tym osiedlu, pośród betonu, który towarzyszył mi na codzień. Tymczasem inni mieli szansę odetchnąć gdzieś tam, daleko, patrząc na piękne zachody słońca i goniąc się po plaży.

Długo stałam wpatrzona w punkt, w którym po raz ostatni widziałam odjeżdżające pojazdy, pełne dziecięcych uśmiechów.

To od tej chwili tęskniłam za dniem, który miał nadejść tego lata. Wiele, wiele lat później. I w głębi serca wiedziałam, że zrobię wszystko, żeby moje dzieci nie musiały siedzieć na krawężniku wyobrażając sobie, co by było gdyby ….

Smak marzeń, na które długo się czeka

Kiedy w styczniu tego roku zaczęliśmy rozmowy o tym, że nadchodzi czas na spełnianie podróżniczych marzeń, nie byłam pewna czy to nadal jeszcze bujanie w obłokach, czy faktycznie ruszymy z dziećmi w stronę Włoch.

Kilka miesięcy później, stojąc przy samochodzie wypakowanym po brzegi nadal nie wierzyłam, że to właśnie teraz ruszamy na szlak.
Z pięciolatką i półtorarocznym chodziaczkiem na pokładzie, odkryliśmy uroki dalekich podróży w klimacie slow.

Na granicy planowania i spontaniczności

Ta podróż była przemyślana i zaplanowana już od miesięcy. Mimo to, do ostatnich dni przed wyjazdem życie napisało swoje scenariusze, które sprawiły, że kilka razy zmienialiśmy trasę jak i rezerwację noclegów
w miejscach, które planowaliśmy odwiedzić.

Spontaniczność stała się zatem naszą towarzyszką. Do tego doszła adrenalina, ekscytacja, chłonięcie tego co tu i teraz. Łapanie szans, które życie podsuwało nam pod nogi. Tych emocji nie zapomnę długo, a tęsknię do nich już teraz – kilka dni po powrocie.

Podróż w trybie slow – Austria

Niezwykle ważne było dla nas to, by nie zamęczyć dzieci jazdą i cieszyć się każdym etapem podróży. Jadąc do Toskanii chłonęliśmy zatem uroki chwil spędzonych w Austrii. Odwiedziliśmy wyjątkowy plac zabaw, który zaprojektował ewidentnie ktoś, kto dzieci rozumie doskonale. Była tam
i studnia z wodą (dzieci i woda = zabawa murowana), liczne statki z drewna jak i kolosalna huśtawka (żeby zabawy było jeszcze więcej niż zwykle).

plac zabaw ze studnią w Austrii
plac zabaw ze studnią w Austrii
zabawa w piratów w Austrii
zabawa w piratów w Austrii

Dodaliśmy od siebie również cegiełkę w postaci obrazów malowanych przez dzieci, dla dzieci – w muzeum, które było specjalnie dla nich zaprojektowane (Frida & Fred).

Frida & Fred, Austria - wystawa malowana przez dzieci dla dzieci
Frida & Fred, Austria – wystawa malowana przez dzieci dla dzieci
Frida & Fred, Austria - Muzeum dla dzieci
Frida & Fred, Austria – Muzeum dla dzieci

Kolejnego dnia dopadliśmy na szlaku farmę, która oferowała urokliwe trasy pośród zagród domowych zwierząt. Wszystko dostępne bez opłat za wstęp, w dodatku przy przedszkolu (tamtejsze dzieci mają naprawdę niezwykłe miejsce do nauki i poznawania świata).

Schloss Lustbühel, Graz
Schloss Lustbühel, Graz
Bliskie spotkania ze zwierzętami w Austrii
Bliskie spotkania ze zwierzętami w Austrii

Wenecja Euganejska

Kolejnym przystankiem były piękne, piaszczyste plaże Wenecji Euganejskiej. Widok dzieci, które szaleją na plaży i taplają się w ciepłym morzu z niegasnącym uśmiechem na twarzy był tym skarbem, który schowaliśmy skrzętnie w naszych rodzicielskich sercach. Będziemy do niego wracać, by przypomnieć sobie, jak bardzo można uszczęśliwić małego człowieka.

zabawa na piaszczystych plażach Wenecji Euganejskiej
zabawa na piaszczystych plażach Wenecji Euganejskiej
Z Wenecji Euganejskiej do Toskanii
Z Wenecji Euganejskiej do Toskanii

Kiedy Toskania zmienia się w Troskanię

Kiedy dotarliśmy z kolei do celu – naszej wymarzonej Toskanii – okazała się ona Troskanią w oczach naszych dzieci. Wszystko, co mogło uszczęśliwić nas, nie było tym, czego one z zapartym tchem szukały i na co czekały. Była pięknym muzeum, które najlepiej zwiedzać w blasku zachodzącego słońca, kiedy Wojtuś pada już na pyszczek i poza spaniem nie liczy się dla niego już nic.

mały podróżnik w Toskanii
mały podróżnik w Toskanii

Nie zrobiły na nich wrażenia piękne krajobrazy, wyjątkowo klimatyczne i stare miasteczka. Szukały tej wielkiej wody i szumu fal. Chciały zbierać muszle i biegać po piasku.

Montisi - urokliwe miasteczko w Toskanii
Montisi – urokliwe miasteczko w Toskanii

Zmieniliśmy zatem (po raz kolejny) ten nasz plan. Odłożyliśmy Toskanię na półkę z napisem “jeszcze tu wrócę” i po 3 dniach znów podziwialiśmy, jak nasze dzieci promienieją i rozkwitają chłonąc każdą minutę zabawy nad morzem.

Podróż z Toskanii do Wenecji Euganejskiej
Podróż z Toskanii do Wenecji Euganejskiej
zabawa na plaży
zabawa na plaży Eraclea Mare

Zwiedzaliśmy zupełnie inne miejsca, niż mieliśmy w planach. Znajdywaliśmy i odkrywaliśmy nowe lądy, z dnia na dzień, tak po prostu.

Zwiedzanie Wenecji Euganejskiej
Klimat Wenecji Euganejskiej
Plaża w Caorle - Wenecja Euganejska
Plaża w Caorle – Wenecja Euganejska

Jestem szczęśliwa i wiem, że na pewno wrócimy jeszcze do Włoch. Jestem dumna z naszej decyzji, spontaniczności i wrażliwości na potrzeby tych najważniejszych dla nas, małych istotek. I będę jeszcze długo słuchać opowiadań naszej córki, o tym, jak cudnie jest nad morzem. I patrzeć w te oczy, które na samo wspomnienie wakacji błyszczą.

 

 

 

Jestem mamą 5 letniej Weroniki i malutkiego Wojtusia. Pracuję na etacie, a kiedy tylko mogę odkrywam z rodziną nowe miejsca, w których odpoczywamy i odrywamy się od codziennej bieganiny.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz