Slow travel

Slow travel – co to właściwie jest?

Jeśli oczekujesz oficjalnej definicji to się rozczarujesz. Sama do końca nie wiem, co to oznacza. Pewnego razu rozmyślałam o moim podróżowaniu i miałam wrażenie, że podchodzę do niego inaczej niż wszyscy ludzie, których znałam. Próbowałam nazwać mój osobisty styl i najbardziej pasowało mi określenie slow travel. Myślałam, że coś odkryłam, nazwałam nienazwane i dokonałam przełomu. Jak zwykle – nic z tych rzeczy. Okazało się, że termin ten już funkcjonuje i przypomniało mi się, że wszystko co wymyślam zostało już kiedyś wymyślone 🙂

Slow travel według mnie

Nie siliłam się zatem na zaczytywanie się w cudze definicje. Zostawiłam sobie tę jedyną przyjemność – możliwość własnej interpretacji. Na tym blogu przeczytasz czym dla mnie jest slow travel czyli wolne podróżowanie z dziećmi. Albo raczej czym nie jest – bo tak o wiele łatwiej to zobrazować.

Slow travel dla mnie nie jest:

  • gonitwą z czasem,
  • zwiedzaniem miejsc tylko po to, żeby je “odhaczyć” i biec dalej,
  • skupianiem się na kluczowych, ogólnie osławionych przez większość, miejsc typu “must see”,
  • wycieczką objazdową z narzuconym odgórnie planem, nie pozwalającym na spontaniczną zmianę kierunku zwiedzania,
  • stresem związanym z poganianiem dzieci, ustawianiem ich do pionu bo “tu nie wolno się głośno zachowywać, biegać, nic dotykać” itp.,
  • stresem związanym z brakiem odpowiednich warunków dla małych dzieci,
  • jedzeniem byle czego i byle gdzie, byleby zrealizować plan podróży,
  • spaniem byle gdzie i byle jak,
  • znoszeniem towarzystwa osób, z którymi niewiele mnie łączy ( i raczej nic nie połączy) poza ofertą biura podróży,
  • robieniem czegoś na co nie mam ochoty lub nie mają na to ochoty moje dzieci,
  • zmuszaniem dzieci do podróżowania tak jak ja chcę, bo jestem większa, silniejsza i mają się słuchać.

 

Slow travel to dla mnie synonim spokojnego wyjazdu. Bez pośpiechu. Bez planu, którego nie można by zmienić, jeśli przyjdzie ochota. To zatrzymanie się na dłużej w miejscu, które mnie zauroczyło, mimo, że jeszcze przed chwilą o jego istnieniu nie miałam pojęcia i nie było zaznaczone na trasie mojej podróży. To odpuszczenie zwiedzania muzeum na rzecz “super” placu zabaw, w którym zakochała się moja córka od pierwszego wejrzenia. To przejechanie krótszych dystansów jeśli dzieci się za bardzo męczą w samochodzie. To gotowanie na własną rękę, jeśli nie jestem pewna co i z jakich składników przygotowuje szef kuchni. Slow travel to wolność wyboru, spontaniczność i wykorzystanie luzu jaki nam pozostaje poza pracą, obowiązkami, chorobami, zobowiązaniami i całą tą resztą mechanizmów, które ciągle nas poganiają i wbijają w sztywne ramy wykonywania codziennych zadań.